Hulajnogi i rowery rosną na drzewach

Cały półwysep pokryty był licznymi pagórkami i wzniesieniami. Deszcz padał tylko zimą, a temperatura nigdy nie spadała poniżej 15°C. Wbrew pozorom życie nie płynęło tutaj spokojnie – gdzie byś nie spojrzał, piętrzyły się grupy szybko rozmawiających biznesmanów, biegających tylko pomiędzy wysokimi wieżowcami opatrzonymi logami korporacji takich jak Google czy Facebook. Za przeszklonymi witrynami kawiarni „rodzili się” kolejni giganci technologiczni.

Wisienką na torcie było ponad tysiąc elektrycznych hulajnóg, które porozstawiane zostały zupełnie przypadkowo po wszystkich chodnikach, ścieżkach rowerowych, a nawet drzewach.

25

To nie jest sceneria thrillera. Przenieśmy się do północnej części Kalifornii, którą zdominowały napędzane prądem pojazdy wypożyczane na minuty. „Nic specjalnego” – pomyślicie, przecież chociażby we Wrocławiu działa miejska wypożyczalnia Vozilla, której głównym pojazdem jest Nissan Leaf. Ale w tym wypadku nie chodzi o samochody…

Image result for anyscoot map

Pod koniec 2017 roku Travis VanderZanden, były prezes Lyft i Ubera, wpadł na kolejny pomysł mogący zrewolucjonizować transport. Błyskawicznie utworzył firmę Bird, a inwestorzy zaczęli powierzać jej coraz większe środki. Wycena spółki wzrastała dynamicznie. 15 milionów dolarów na początku lutego, 100 milionów dolarów w marcu, 150 milionów dolarów w maju i finalnie kolejne 300 milionów dolarów w czerwcu. Aktualnie wartość Bird oscyluje w okolicach 2 miliardów dolarów. Na czym polega jej sukces?

Pomysł był prosty: firma miała zostać wypożyczalnią elektrycznych hulajnóg. Hulajnóg nie byle jakich, bo pod względem kosztów wygrał sławny model Xiaomi M365. Poszli jednak na całość – zrezygnowano z jakichkolwiek punktów ładowania czy parkingów. Klient wypożycza hulajnogę, a po zakończonej jeździe parkuje ją tam gdzie mu wygodnie. Jedyny wymóg: ma być ona łatwo dostępna dla kolejnych chętnych. Sprzęt ładowany jest przez ludzi w rodzaju kierowców Ubera – za każdą zabraną do domu, naładowaną i odstawioną hulajnogę dostają 5$. Proste i skuteczne. Przygotowano aplikację, która na bieżąco wyświetla szczegółowe informacje o okolicznych hulajnogach, takie jak pozostały zasięg i lokalizacja GPS oraz pozwala na ich łatwe wypożyczenie poprzez zeskanowanie kodu QR z kierownicy. Wbudowano wirtualną portmonetkę, opcję oceniania przejazdu i wszystko było gotowe do wdrożenia…

25

Jak łatwo się domyślić, gdy firma z dnia na dzień wprowadziła do San Francisco ponad 200 hulajnóg, zapanował totalny chaos. Pojazdy zaczęły blokować chodniki, ścieżki rowerowe, a ludzie wielokrotnie parkowali je w swoich garażach. Nagle każdy bezdomny miał w zasięgu ręki po kilka sztuk sprzętu za kilka tysięcy, co źle się kończyło. Kradzieże, poodrywane kierownice, zryte hamulce, pęknięte dętki… a nawet kadłuby pokryte odchodami. Bird uważa jednak, że „problemy nie są tak częste jak mogłoby się wydawać.”

Skala sukcesu była ogromna. Koszt wypożyczenia to zaledwie 1$ na start + 0,15$/min. Każdy kto kiedykolwiek jeździł na takim sprzęcie wie, jak ciekawe jest to doświadczenie, szczególnie przy pierwszym przejeździe. Slogan marketingowy Bird słusznie mówi „Enjoy the ride”. Ludzie zaczęli wypożyczać hulajnogi w celu rozerwania się podczas swoich codziennych dojazdów do pracy czy szkoły. To mógłby być koniec tej historii – startup rewolucjonizuje transport miejski, pomaga mieszkańcom i zarabia mnóstwo pieniędzy.

W tym momencie pojawiają się jednak czarne charaktery, które kopiują pomysł. Lime Bike, dawna standardowa wypożyczalnia rowerów, błyskawicznie usuwa z nazwy „Bike” i wprowadza do swojej floty hulajnogi elektryczne. W mieście ląduje kolejne 200 hulajnóg. Niespodziewanie powstaje kolejna firma, Spin, zajmująca się… wypożyczaniem hulajnóg! Bum, następne 200 hulajnóg. Dalej robi się coraz ciekawiej. Scoot zalewa miasto 550 hulajnogami. Z każdym dniem floty są powiększane, a rywalizacja o klienta trwa. Co najciekawsze, firmy nie różnią się nawet cennikiem!

Image result for spin bird scooter

Ciężko się dziwić, że mieszkańcy miasta lekko się poirytowali. Przygotowana naprędce akcja „S.O.S – Save Our Sidewalks” (ang. Uratujmy Nasze Chodniki), protesty na ulicach czy skargi do urzędu miasta stały się dla wielu codziennością. Punkt kulminacyjny nastąpił, gdy jeden z wysoko postawionych urzędników dostał tajemniczego maila z załączoną fotografią spuchniętego, zabandażowanego palca stopy. Jak wyjaśniała treść, przyczyną złamania było przewrócenie się o leżącą na środku chodnika hulajnogę.

Pod koniec maja pojawiło się ultimatum – wypożyczalnie będą musiały zdobyć zezwolenie urzędu albo hulajnogi zostaną skonfiskowane i nałożony zostanie 100$-owy mandat za każdą sztukę. Zdobycie zezwolenia jest oczywiście obarczone dodatkowymi ograniczeniami i wymogami. W mieście jednocześnie może znajdować się 1250 hulajnóg obsługiwanych przez maksymalnie 5 firm. Każda z nich musi być ubezpieczona, dzielić się danymi nt. przejazdów z agencją transportu (SFMTA) i oferować specjalne stawki dla mieszkańców z niskim dochodem. Bardzo ostro wymagana jest też edukacja klientów na temat prawa drogowego – każdy musi mieć kask, aktualne prawo jazdy, a jeździć może tylko po ścieżkach rowerowych.

W dniu wprowadzenia przepisów w San Francisco coś się zmieniło. Zabrakło pewnego, od niedawna nieodłącznego, elementu rzeczywistości – nigdzie nie dało się dostrzec jakiejkolwiek hulajnogi.

Sytuacja nie zmieniała się przez ponad dwa tygodnie. Wnioski o pięć dostępnych zezwoleń złożyło 12 firm – m. in. Bird, Lime, Spin, Scoot oraz, co ciekawe, Lyft oraz Uber. Co robi tutaj firma od wynajmu samochodów? Kilka dni wcześniej Uber zakupił JUMP, wypożyczalnię elektrycznych rowerów, działającą na podobnych warunkach jak Bird czy Lime. Teraz planuje rozszerzyć jej flotę o hulajnogi, dostępne do wypożyczenia bezpośrednio z aplikacji Ubera.

25

Aktualnie hulajnogi pięciu głównych wypożyczalni powróciły na ulice San Francisco, a raczej jego chodniki. Nie da się ukryć, że skutecznie rozwiązują kilka problemów związanych z transportem miejskim, choć tworzą też nowe – zapchane chodniki i niebezpieczni kierowcy. Na ten moment firmom pozostaje edukować swoich klientów na temat bezpiecznej obsługi sprzętu, co powinno załagodzić istniejące problemy.

Tymczasem w Chinach…

Po drugiej stronie globu sytuacja nie wygląda tak kolorowo. Pod koniec zeszłego roku w Chinach stały się popularne bezzałogowe wypożyczalnie standardowych rowerów. Zasada działania jest równie prosta – korzystając z aplikacji z mapą wystarczy wybrać jednoślad i odstawić go w dowolne miejsce. Koszty są śmiesznie niskie – około 50 groszy za 30 minut jazdy. Dalej rower wypożycza kolejny klient.

Tamtejszy rząd, w przeciwieństwie do agencji transportu San Francisco, wyczuł nadchodzącą katastrofę zbyt późno…

25

Badania wykazały, że w miastach, w których działały wypożyczalnie, warunki drogowe znacznie się polepszyły. Odnotowano 20% mniej krótkich przejazdów samochodem, bo zostały one zastąpione wypożyczonym rowerem. W samym Pekinie zauważono ok. 4% mniej korków. Wszystko wydawało się być jak najbardziej pozytywne.

Identycznie jak w Stanach, jak grzyby po deszczu wyrosły kolejne firmy, które niewiele się różniły. Ponad 30 startupów zaczęło oferować usługi, różniące się jedynie kolorem sprzętu. Floty ich pojazdów z każdym dniem wzrastały wykładniczo. Nim ktokolwiek zdążył się zorientować, na ulicach chińskich miast pojawiło się w sumie… półtora miliona rowerów!

Dramat rozpoczął się, gdy kilka największych firm ogłosiło bankructwo. Dyskretnie wycofały się one z rynku, nie mając już pieniędzy na zabranie swoich rowerów z miast. Chińska policja zaczęła konfiskować źle zaparkowane i porzucone rowery, które sprowadzane są na wielkie cmentarzyska. Szybko wprowadzono pewne ograniczenia – na każde 200 rowerów, firma musi zatrudnić przynajmniej jednego konserwatora. Na ten moment zakazano powiększania floty.

25

Sytuację częściowo uratowało Didi, chińska alternatywa Ubera, która zakupiła upadające firmy (Bluegogo oraz Ofo) i wypożycza ich rowery prosto ze swojej aplikacji, pod własnym szyldem. Głównym rywalem jest Mobike, które nie zamierza współpracować z zewnętrzną aplikacją. Mało tego, będąc wypożyczalnią rowerów, testuje aktualnie wprawadzenie do floty samochody! Walka o klienta będzie zaciekła, ale powinna zapewnić użytkownikom wysokiej jakości serwisy w przystępnej cenie.

Rewolucja

Zapotrzebowanie na wynajem rowerów w Państwie Środka jest ogromne, głównie przez wysokie ryzyko kradzieży własnego pojazdu oraz koszty. W Stanach jest podobnie, ale tamtejsze społeczeństwo preferuje elektryczne hulajnogi. Chińskie firmy, w tym Xiaomi, umożliwiły błyskawiczną rewolucję transportową na szeroką skalę, która z czasem powinna się rozprzestrzenić i pozbywać swoich początkowych problemów. Nam pozostaje tylko czekać, aż ta rewolucja dotrze do Polski…

Image result for morskie oko konie

 



  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany.