TOMO V8 – Powerbank bez ogniw…

TOMO V8-4 – baza/kadłubek do ładowania ogniw 18650 i wykorzystania ich jako przenośne źródło energii lub inaczej Powerbank typu DIY.

dscn1062
Z niedomkniętą klapką 😉

Dla wygody w tej recenzji będę nazywał ten wytwór chińskiej myśli technicznej często po prostu powerbankiem lub ładowarką – rzadziej.

Zamówiony z Gearbest 08.08 za $13.49 i obecnie też w takiej cenie występujący. Wysłany 09.08 po około 2 tygodniach był u mnie więc dosyć szybko.

Wstępny opis

TOMO V8-4 oferuje cztery sloty na cztery ogniwa 18650, zmieszczą się zwykłe jaki i protected (chociaż te troszkę na styk). Konstrukcja jest wykonana z tworzywa sztucznego o lekko chropowatej strukturze, niestety łatwo palcującego się i rysującego. Powerbank posiada podświetlany ekran lcd informujący nas o podstawowych parametrach między innymi stan naładowania ogniw w każdym slocie, prąd wyjściowy itp. – nie jest tego dużo, ale i wiele nie potrzeba. Występuje w dwóch kolorach czarnym i białym; do zestawu dołączony jest dosyć krótki kabelek USB marnej jakości (uzyskałem ledwie 0,8A na nim).  Zapakowany był w lichy kartonik z nadrukami, który uległ znacznym uszkodzeniom w transporcie… Do dyspozycji mamy 2 wyjścia ładujące prądem odpowiednio do 1A oraz do 2A bez opcji typu QuickCharge czy FastCharge.

 

25
Tabliczka znamionowa…

 

Wymiary

Bez ogniw konstrukcja waży około 120 gramów, jej wymiary to:

długość: 13cm x szerokość: 8.3cm x wysokość: 2.6cm

Dla porównania wymiary słynnego już Xiaomi 10000 mAh – 9.1 x 6.04 x 2.2

Gabaryty jak widać są spore, moim zdaniem powerbank do zastosowań typowo domowych, w podróży może ciążyć, a do kieszeni na pewno nie zmieści się bez problemów…

 

Idea zakupu ?

No właśnie jaki jest sens zakupu takiego ustrojstwa w dobie dobrych i tanich powerbanków np. kultowego już chyba Xiaomi 10000 mAh ?

Raczej nie ma to głębszego sensu, można potraktować to jako zachciankę zakupową lub ciekawostkę, ewentualnie przypiąć łatkę ekologii i na swój sposób recyklingu nie do końca jeszcze zużytych ogniw, z różnych sprzętów, które to często możemy odzyskać z własnego… albo wszystko po trochu 😉

I tak też było w moim przypadku, pewnego dnia dosłownie wydłubałem ze starej laptopowej baterii 6 ogniw 18650, zachęcony wątkiem na pewnym forum internetowym – laptop trzymał już tylko kilkanaście minut na owym pakiecie, powodów spadku pokejmności mogło być wiele – najprawdopodobniej chodziło o ogniwa; często zdarza się, że tylko jedno traci pojemność, ale ciągnie za sobą resztę i zmusza nas do wymiany. Baterie wtedy należy zutylizować (NIE WYRZUCAĆ DO KOSZA) lub odzyskać w celu dalszego użytkowania :].

Ja odzyskałem, a po sprawdzeniu ich parametrów wyszło, że mają jeszcze jakieś 70-80% deklarowanej pojemności po naładowaniu. Na początku używałem ich w latarce, ale jako że miałem sześć, a w latarce bateria nie zużywa się szybko, trzeba było wymyślić coś lepszego… Przez przypadek przeglądając „Internety” wpadł mi w oko powerbank firmy TOMO, w miarę polecany na forach zagranicznych, z kilkoma ciekawymi recenzjami na przykład na youtube. Postanowiłem sprawdzić go na własnej skórze i podzielić się z Wami recenzją.

dscn1069
Dwa telefony od Xiaomi ładowane jednocześnie z TOMO V8 😉

 

Użytkowanie

Nie ma co się nad tym rozwodzić, TOMO wyposażony jest w rozsuwaną klapkę, pod którą mieści się miejsce na 4 ogniwa osadzone równolegle (elektrycznie) co pozwala im się samobalansować w jakimś stopniu (rozładowanie oraz ładowanie jest równomierne) – nie wiem czy elektronika posiada balanser w sobie, jednak z pomiarów i obserwacji wynika, że faktycznie oba cykle (ładowanie & rozładowanie) angażują wszystkie ogniwa jednocześnie.

Po naładowaniu ogniw oraz odczekaniu 24h w celu pomiaru uzyskiwałem wartości  rzędu 4,15-4,125V, a po rozładowaniu ok. 2,7V co dla moich ogniw Sanyo było zgodne z kartą producenta.

Oczywiście dużo zależy od jakości oraz ich stanu (moje ponad 5 letnie) sprawowały się nad wyraz nieźle ;  4 posiadane sztuki powinny teoretycznie dawać pojemność rzędu 10400 mAh (w praktyce niższą ze względu na zużycie) co wystarczało na dwukrotne doładowanie telefonu z baterią 2200mAh.

I tu dochodzimy do głównego atutu TOMO V8-4, a mianowicie pojemności, która to zależy tylko od nas i konfiguracji jaką zastosujemy – nie wspominałem o tym wcześniej, ale możemy używać jednego, dwóch, trzech lub czterech ogniw jednocześnie, każdy slot jest ładowany odrębnie. Producent nie podaje jaki może być maksymalny prąd ładowania ogniw (!?), osobiście liczyłem na chociaż 1A w rzeczywistości wychodziło u mnie jakieś 0,7-0,9A co niestety przekładało się na znaczy czas ładowania (12-14h dla 4 ogniw co ciekawe temperatura wynosiła wtedy ~60 C więc niewiele), ale tu też stan, pojemność oraz ilość ogniw może mieć na to wpływ.

Powerbank posiada przycisk, który po przytrzymaniu go uruchamia urządzenie – możemy sprawdzić stan naładowania ogniw, pojedyncze kliknięcie sprawia, że wyłączamy podświetlenie, które załącza się za każdym razem. Po podłączeniu obiektu ładowania uruchamia się on samoczynnie – chociaż nie zawsze (!?)

dscn1063

Zabezpieczenia

TOMO V8-4 posiada klika istotnych zabezpieczeń w elektronice np.  jakże przydatne – przeciwko zmianie biegunowości ogniwa czyli po prostu wsadzeniem go odwrotnie, urządzenie wykrywa taki stan i po prostu nie  reaguje w danym slocie. Pnad to po osiągnięciu 3V i poniżej na ogniwo powerbank się wyłączał w przypadku ładowania telefonu, a po podłączeniu lampki od Blitzwolf na USB udało mi się jeszcze korzystać z niego około 30 minut – napięcie na ogniwach spadło do ok. 2,7V a więc już krytycznie – zabezpieczenie przed nadmiernym rozładowaniem działa zatem. Nie jestem pewien czy posiada on zabezpieczenie przed przeładowaniem, w Internecie opinie sprzeczne – jednak wyłączał się sam w pobliżu 100% naładowania, niestety ponowne uruchomienie sprawiało, że zaczynał ładować, a nie powinien…

Według opinii w Internecie jest także obecne zabezpieczenie termiczne.

Podsumowanie

TOMO V8-4 powerbank – ładowarka to ciekawa opcja dla osób posiadających wolne ogniwa 18650, a nawet dla tych, którzy specjalnie dla niego je zakupią 😉 Możemy w prosty sposób stworzyć sobie powerbank dowolnej pojemności na własne potrzeby. Jeżeli potrzebujemy ładowarki do naszych ogniw to też spełni swoją rolę i to czterokrotnie. Dodatkowo z daleka wygląda ładnie na biurku – taki gadżecik 😉 Producent deklaruje ładowanie urządzeń prądem nawet do 2A, co u mnie okazało się nieprawdą (~1,7A), ale być może mam wadliwy egzemplarz, a o takich już słyszałem niestety – nie jest to jednak zły wynik. I jeżeli tylko potrzebowalibyśmy go jako awaryjnego źródła energii dla urządzeń z niewielkim jej poborem typu: wiatraczek USB od Blitzwolf, lampki Xiaomi czy po prostu ładowania telefonu nada się świetnie tym bardziej, że jednocześnie możemy używać obu wyjść USB ! Ogólnie polecam i daję 5/7 😉

dscn1064

Plusy:

  • ładowanie oraz praca ogniw 18650 – 1, 2, 3 lub 4 jednocześnie – z balanoswaniem,
  • konfigurowanie dowolnej pojemności,
  • możliwość wykorzystania jako powerbank lub ładowarka,
  • stan naładowania,
  • dobra elektronika z zabezpieczeniami,
  • solidna konstrukcja,
  • cena – subiektywnie w stosunku do tego co oferuje

Minusy:

  • gabaryty,
  • równie kiepski dołączony kabelek,
  • niski prąd ładowania ogniw,
  • nie osiągnąłem nigdy 2A na wyjściu :(,
  • klapka czasem ciężko schodzi.

PS. Potrzeba jeszcze kilku testów, żeby sprawdzić parę niewiadomych, być może w przyszłości aktualizuję wpis, obecnie nie mam jak tego sprawdzić :/

Made by Dezynwoltura

 

 

 

 



  • 3 myśli o “TOMO V8 – Powerbank bez ogniw…

    • Przemysław

      (Styczeń 7, 2017 - 7:25 pm)

      Witam mam pytanie kupiłem ten powerbank na aliexpress i pytanie czy mozna stosować w tym power banku ogniwa z zabezpieczeniem czy tylko można te bez zabezpieczenia.pozdrawiam

      • Dezynwoltura

        (Styczeń 7, 2017 - 10:02 pm)

        Z tego co czytałem da się, jeżeli tylko wejdą to nie ma żadnych innych przeciwwskazań, a wejść powinny, bo w sumie sporo jest miejsca i sprężyny też miękkie.

    • Grzegorz

      (Kwiecień 15, 2017 - 1:12 pm)

      „…4 ogniwa osadzone równolegle (elektrycznie) co pozwala im się samobalansować w jakimś stopniu…” – to prawdą być nie może. W takim wypadku urządzenie po włożeniu jednej z bateryjek pod włos wydzieliłoby ciepło, siwy dym i brzydką woń. Być może jeszcze ciekawiej.
      To chyba jednak są niezależne tory.

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *